poniedziałek, 11 stycznia 2016

Makeup Revolution, Essential Mattes 2.

Hejka :)

Jeśli tak jak ja jesteście podatni na rekomendacje innych osób oraz szał spowodowany modą "na coś", z pewnością nieraz mieliście styczność chociażby z marką Sleek. Przyznam, że paletki cieni błyskawicznie wpadły mi w oko i stałam się posiadaczką dwóch wersji. Niemniej jednak ostatnimi czasy produkty te zostają wyparte przez inne marki. I tak oto coraz większy prym wiedzie chociażby Makeup Revolution czy Freedom.

Nie byłabym sobą, gdyby jakiś kosmetyk nie znalazł się w moim zbiorze. Z racji tego, iż polubiłam delikatny makijaż, moją uwagę przykuła paletka "Essential Mattes 2".
Dziś kilka słów na jej temat :)

Składniki:
Mica, Talk, Magnesium Stearate, Paraffinum Liquidium, Ethylhexyl Palmitate, Polybutene, Dimethicone, Mathylparaben, Propylparaben [+/-: CI 77891, CI 77491,
CI 77492, CI 77499, CI 15850, CI 16035]

Gramatura: 14 g

Cena: ok. 20 zł


Moja opinia:
Cienie znajdują się z prostym, plastikowym opakowaniu. O ile jeszcze dolna część jest twardsza i wytrzymała, o tyle górne wieczko jest nieco tandetne. Szybko pojawiły się na nim rysy, a zatrzask popękał. 
W środku znajdziemy 12 prostokątnych cieni o wykończeniu matowym. Wszystkie utrzymane są w tonacji beżowo-brązowo-szarej. Ich wydobycie nie stanowi dla mnie trudności, gdyż moje pędzelki idealnie dopasowują się do szerokości każdej kasetki. Jest wprawdzie dołączony podwójny aplikator w formie gąbeczki, ale z niego nie korzystam. 
Większym problemem jest już sama aplikacja na powieki. Cienie mają tendencję do pylenia i osypywania się. Trzeba więc przed nałożeniem strzepnąć nadmiar z aplikatora. Poza tym podczas blendowania lubią się ścierać, przez co czasami trzeba dokładać produktu. 
Kilka słów o pigmentacji. Nie ma się co oszukiwać, iż pierwsze cztery cienie rzucają na kolana, bo tak nie jest. Są one do siebie bardzo zbliżone a przy tym słabo widocznie. Niemniej jednak dobrze sprawdzają się jako cienie wyrównujące koloryt skóry. Ponadto stosowana baza nieco podbija ich odcień. Pozostałe wersje są już lepiej napigmentowane i zauważalne na powiece. 
Trwałość jest zadziwiająco dobra. U mnie, nałożone na bazę, utrzymują się niemal cały dzień.
Zachowana gama kolorystyczna sprawia, iż cienie świetnie nadają się do dziennego, stonowanego makijażu. Niemniej jednak kilka mocniejszych odcieni sprawia, iż możemy wykombinować przy ich pomocy coś odważniejszego. 
Przyznam, iż wiązałam z tą paletką bardzo duże nadzieje. Obecnie mam wobec niej mieszane uczucia. Z jednej strony lubię ją stosować i robię to często, gdyż służy mi w wykonaniu delikatnego, dziennego makijażu. Z drugiej zaś ma swoje wady i wprawdzie zasługuje na uwagę to nie wiem czy mogłabym ją z czystym sercem polecić.

Znacie firmę Makeup Revolution? Dajcie znać czy mieliście styczność z tą paletką :) Może macie do polecenia jakieś inne produkty? :)

Iwona

7 komentarzy:

  1. Ja nie znam, ale jeśli chodzi o kolorystykę to mi osobiście bardzo się podoba. Tylko na ten moment mam chyba chwilowy przesyt brązów i ich pochodnych :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tą paletę i bardzo ją lubię, jest idealna na co dzień ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ładne odcienie brązów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczna paletka! Kolory idealne dla mnie.

    OdpowiedzUsuń

Komentując przyczyniasz się do uśmiechu na mojej twarzy :) Pamiętaj - szczęście dane innym wraca do nas podwójnie! :)
Nie spamuj linkami, a będzie większa szansa, że Cię odwiedzę...